Po szybkiej wymianie zdań Carlos podniósł słuchawkę do ucha.

Bentzem nic wspólnego.

dzisiaj bardzo ją nadwerężył.
Już miał zawrócić do Culver City, gdy jego wzrok przyciągnęła szczupła ciemnowłosa
i utonął. Jechał do Copper Biscayne, swojej kochanki. Los sprawił, że w tym dziwnym wypadku Cameron stracił nie tylko życie, ale także jedno jądro. Wyglądało na to, że utracił je, przelatując przez przednią szybę, bo w jego mosznie tkwiły odłamki szkła. Ta informacja nigdy nie przedostała się do prasy; w żadnym z artykułów donoszących o śmierci Camerona, które Atropos tak pracowicie wycinała z gazet, nie wspomniano o utracie jądra. Zdjęcie Camerona zostało pocięte, a potem przyklejone do drzewa. Kolory nieco wyblakły, fotografia przedstawiała Camerona z trójką jego bękartów... Sugar, Dickie Ray i Cricket. Atropos nie miała pewności, czy wszystkie są jego, ale było to możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne. Tak, Cameron zasłużył na taki koniec. Kolejna gałąź należała do Charlesa. Najstarszego syna. Cudowny, zawsze grzeczny chłopiec. Sportowiec, absolwent college’u, kształtowany na podobieństwo swego dumnego ojca. Charles od małego był przygotowywany do prowadzenia rodzinnych interesów. Niestety, zginął w przeddzień Święta Dziękczynienia od strzały nieznanego myśliwego. Atropos uśmiechnęła się, patrząc na spreparowaną fotografię Charlesa. Na zdjęciu Charles stał nad swoim trofeum - martwym niedźwiedziem, pierwszym zwierzęciem, które zabił z łuku. Zdjęcie zostało oczywiście pocięte, a potem starannie sklejone. Ale teraz wydawało się, że to niedźwiedź zabił Charlesa. Idealnie. Oto właściwy porządek rzeczy. Było wiele innych gałęzi, ale Atropos nie miała czasu delektować się wszystkimi morderstwami. Jeszcze tyle do zrobienia... Zastanawiała się, czy policja lub ktoś z Montgomerych odkrył, że zabójstwa nie były przypadkowe, że były perfekcyjnie zaplanowane i że w każdym z nich kryła się odrobina ironii. Jak łatwo kupić kradziony pistolet i zabijać ofiary z zaskoczenia! Ale przecież nie o to chodziło. Nie chodziło o odebranie życia, ale o sztukę zabijania, o to, by ofiary zdawały sobie sprawę z tego, że giną z jej ręki. Tak, skazani musieli wiedzieć, że ich los został przypieczętowany. Że nie mają żadnych szans. Że już nie uciekną. To podniecało. To była sztuka. To była magia. To był talent. Patrząc na drzewo śmierci, poczuła się lepiej. Krew tańczyła jej w żyłach. Serce biło równo i mocno. Drżała z podniecenia w oczekiwaniu na kolejne morderstwo. Spojrzała jeszcze raz na obcięty tułów Josha Bandeaux. Ziemia nie nosiła nigdy gorszego łajdaka. Zasługiwał na coś dużo gorszego niż to, co go spotkało. A głupi policjanci nawet nie wiedzą jeszcze, czy został zabity, czy popełnił samobójstwo. Jednak to irytujące. Trochę rozgłosu zaspokoiłoby jej potrzebę uznania... potrzebę, która zawsze ją napędzała. Ale te nędzne wycinki, które zebrała, nie były warte jej czynów. Znów spojrzała na drzewo. Wkrótce zapełnią się jego powyginane, złowieszcze gałęzie. Czas mijał. A jeszcze tyle do zrobienia. Cicho, miękko podeszła do biurka i wyjęła z szuflady fotografie. Ostrożnie, jakby to była delikatna talia tarota, potasowała je i rozłożyła na biurku zdjęciem do dołu. - Pałka zapałka, dwa kije... kto się nie schowa, nie żyje, kto nieschowany, ten zamordowany. Ostrożnie wybrała jedno zdjęcie i odwróciła. Amanda.
czasem, ale leżą w porządku chronologicznym – bardzo mi na tym zależało. Zdjęcia Bentza.
Zabiegana młoda matka z dzieckiem na ręku, marszcząc czoło, oglądała pieluszki
Wiesz co? Obiecuję ci, że kiedy już tego zaznasz, będziesz cierpiał tak bardzo, że
poły śpiwora się rozsunęły i zobaczyła kabinę pod pokładem. Jedna jedyna lampa wypełniała
www.naweekend.net ich zerwanie nie należało do najłatwiejszych.
– Ty... – wyszeptała z trudem. – Wrzuciłaś mi środek nasenny... – O cholera.
– Chodziło mi o ciebie.
Wstał i poczuł skurcz w nodze. Nie zwrócił na to uwagi. Wyrzucił resztkę posiłku do
Serce zamarło mu w piersi.
jednym z nielicznych sprzymierzeńców Ricka w wydziale. Ale Bentza nie było w mieście tak
– On to wszystko wymyślił. Roześmiała się.

- Masz zamiar umrzeć jako dziewica? Jodie wiedziała, że z niej drwi.

Dziewczęta wróciły ze szkoły o zwykłej porze, spędziły jakiś
ocenę obrazu. Dzięki temu zawsze wiedział, czy ma do
Edward zażądał szczegółów.
To ona prowadziła i kreowała, niby gwiazdę scen,
Na widok matki Johna uśmiech Jodie przygasł. Instynktownie przysunęła się bliżej Lorenza. Sheila obrzuciła ich oboje ostrym, taksującym spojrzeniem. Jodie dumnie uniosła podbródek i spojrzała na nią.
kiedy zimna zośka Tempera zawsze śmiała się słysząc to.
Zuzanna starała się nie okazać niepokoju.
- Chcesz chyba powiedzieć, że węszyłaś od pewnego czasu.
gniew. - Myślisz, że ja się martwię? Chyba masz źle w głowie.
nadzieję, że gdy się spotkają, między nimi zaiskrzy, że coś
pit nauczyciele - To całkiem godziwy start.
- Wyobrażam sobie.
336
A nawet coś więcej... ona naprawdę mu się podobała.
Serce waliło jej mocno. Odkryła, że tylko to pomieszczenie ma zamek w drzwiach, więc postanowiła tutaj poczekać na powrót Edwarda. W ten sposób przynajmniej nie zdoła wyrzucić jej siłą.
Czy warto kupić podkład mineralny Annabelle Minerals?

©2019 www.ta-widziec.wodzislaw.pl - Split Template by One Page Love